忍者ブログ

×

[PR]上記の広告は3ヶ月以上新規記事投稿のないブログに表示されています。新しい記事を書く事で広告が消えます。


Pod durnie brzmiaca nazwa "Ergo Proxy" kryje sie niecodzienne, cyberpunkowe anime osadzone w postapokaliptycznych realiach. Produkcja z 2006 roku wykonana w modnej ostatnimi czasy technice, laczacej w sobie tradycyjny, rysunkowy warsztat z animacjami 3D. W Ergo na szczescie przewaza 2D. Trzeci wymiar posluzyl glownie sugestywnemu oddaniu bezkresu zniszczonego swiata. Innymi slowy, pojawia sie po to, by przytloczyc widza gleboka perspektywa. Nietuzinkowosc filmu nie ma jednak nic wspolnego z wykorzystana forma. Dlaczego? - o tym za chwile.


Ergo Proxy bylo zakupem planowanym od dawna. Wydaje mi sie, ze jak dotad pozostaje najciekawsza pozycja oferty polskiego Anime Gate. Wydawca juz od kilku lat funkcjonuje na polskim rynku, ale odnosze wrazenie, ze za jakis czas dolaczy do cmentarzyska inicjatyw, ktore udowodnily, ze w Polsce nie sposob wyzyc z rozpowszechniania anime. W tym kraju potrzeby tzw. entuzjastow w glownej mierze zaspokajaja torrenty, zatem popyt na legalny towar jest minimalny. Byc moze cos zmieniloby sie w tej kwestii, gdyby Anime Gate zrezygnowalo z wypuszczania miernoty, od ktorej az roi sie w ich ofercie... Krytyka na blogu, ktorego nikt nie czyta niczego nie zmieni, powroce wiec do meritum.


Ergo od samego poczatku budzilo we mnie mieszane uczucia. Bardzo spodobala mi sie historia, laczaca w sobie najciekawsze motywy z kultowych pozycji s-f. Mamy wiec upadek ludzkosci, bunt robotow [autoreiv'ow], pozornie utopijne miasto [Romdo], przebudzenie niszczycielskiej sily [Proxy]... Oto klimaty, w ktorych gustuje. Nigdy dosc. Z drugiej zas strony, smieszy mnie stawianie Ergo Proxy na rowni z klasyka [dosc czesty chwyt reklamowy]. Wtorna tematyka ukazana nieco bardziej nietypowo. Troszke za malo, by rozpatrywac film w kategorii dziela, a ilekroc stykalem sie z materialami promocyjnymi, czulem sie wrecz przytloczony skala pustoslowia i frazesow wyrozniajacych Ergo.


Prawda o Ergo Proxy jest bardzo brutalna. Anime ma charakter niszowy, cierpi na syndrom belkotu pseudofilozoficznego, dziala usypiajaco [a wg deklaracji z rewersu okladki mialo wstrzasnac moja wyobraznia], powiela schematy, a w kategoriach czysto technicznych nie wnosi absolutnie nic ciekawego. Udzwiekowienie to jedyne, co zasluzylo na oklaski. Warstwa audio, z jednej strony barwna i zroznicowana, z drugiej diabelnie skuteczna w zwalczaniu ciszy, ktora wg niektorych byc moze stanowi srodek artystyczny - moim zdaniem kiepski i trywialny. Cisza nie musi byc gluchym dzwiekiem. Najlepszym na to dowodem tlo muzyczne w Ergo Proxy, zawsze wypelnione szumem, delikatnym dudnieniem, badz blizej nieokreslonymi pomrukami, ktore moga przywodzic na mysl prace wentylatorow, niedyskretna wedrowke powietrza albo dalekie, stlumione odglosy miasta. Do ogladania specjalnie zakladalem sluchawki, by uchwycic jak najwiecej szczegolow. Pojawiajace sie czasami kompozycje, zazwyczaj niepokojace, pasuja jak ulal do stylistyki, w ktorej utkano Ergo Proxy. Soundtrack nie nalezy moze do najbardziej przebojowych, ale wiedzac, ze jest w moim zasiegu za niewielkie pieniadze, nie zastanawialbym sie dlugo nad zakupem.


Nie chcac przedstawiac zarysow fabuly, przygotowalem maly klip, ktory zrobi to za mnie. Trailer ukazuje sylwetki kluczowych postaci i doskonale wprowadza w rzeczywistosc Ergo Proxy. Decydujac sie na zakup, nie nalezy jednak przywiazywac szczegolnej uwagi do kwestii poruszonych w zapowiedzi. W Ergo Proxy historia bardzo szybko schodzi na dalszy plan, ustepujac miejsca rozleglej i poczatkowo ciezkiej do zrozumienia sferze psychicznej bohaterow. Opowiesc pelna refleksji, poszukiwania tozsamosci i bladzenia w gaszczu pytan pozostawionych bez odpowiedzi. Stad dluzyzny i senna atmosfera, ktora zaakceptuja tylko ci, ktorym taki nastroj odpowiada. Klimat skojarzyl mi sie z bezlitosnie krytykowanym francuskim filmem Immortel, ktory osobiscie bardzo milo wspominam. W Ergo jest tez cos z Ghost In The Shell, Final Fantasy: The Spirit Within i Equilibrium.

Slowo o bohaterach, ktorzy z poczatku wydaja sie zupelnie nieciekawi. Cos w tym jest. Vincent zajmuje sie rozterkami i uzalaniem sie nad soba, od czasu do czasu przyjmujac... bardziej smiercionosna forme, w ktorej to postaci naprawde moze sie podobac. Prawdziwymi gwiazdami Ergo sa dziewczyny. Mala Pino i ciemnowlosa Re-L [wym. riru]. Pino jest androidem, pelniacym funkcje maskotki, dlatego w przeciwienstwie do innych autoreiv'ow moze poslugiwac sie mimika, imitujac prawdziwe emocje. Pino dziala na zasadzie rozbrajacza - z dziecieca naturalnoscia zazwyczaj zupelnie niechcacy rozluznia atmosfere, co nie pozostaje bez wplywu zarowno na pozostalych bohaterow, jak i widza. Przebrana za krolika Pino w moich oczach uchodzi za absolutnie wyjatkowa postac. Zwlaszcza w filmie, w ktorym uczuciowosc sprawia wrazenie odleglej i syntetycznej.

Z Re-l [od Real] od samego poczatku mialem problem. Postac ta fajnie wyglada i roztacza wokol siebie aure tajemniczosci. Charakter panny Mayer okazuje sie jednak niezbyt ciekawy, a momentami odpychajacy. Nikt nie lubi bezustannie nadasanych egoistek, odnoszacych sie do innych z nieokrzesana wyzszoscia. Cechy, ktore przytoczylem zauwazaja nawet pozostali bohaterowie filmu, w tym osobisty opiekun Re-l - android, nawiasem mowiac. Jesli dobrze pamietam, nazwal ja "zimna, egoistyczna suka". Swoje prawdziwe, ekstremalnie negatywne oblicze Re-l zostaje zdemaskowane gdy w poblizu pojawia sie Pino. Ogien i woda, z ta roznica, ze Pino pozostaje niewzruszona na ataki Re-l. Psychika tej drugiej ciekawila chyba samych tworcow, poniewaz poswiecili jej jeden odcinek, pt. "Busy Doing Nothing". Jak nazwa wskazuje, Re-l zmaga sie w nim z nieunikniona bezczynnoscia. Silny charakter dziewczyny peka, odslaniajac przy okazji ekstremalne formy egoizmu. Rewelacyjny epizod, ktory zrzucilem na HDD w postaci DivX'a. Dobrze miec pod reka i wracac don kiedy dusza zapragnie.

Ergo Proxy bylo ciekawa przygoda. Ponarzekalem troche, ale w gruncie rzeczy film bardzo mi sie podobal. Poczatkowe 5 epizodow obejrzalem ponownie i musze przyznac, ze bylo lepiej niz za pierwszym razem. Znajac juz fabule, moglem skoncentrowac sie na wyszukiwaniu rozmaitych smaczkow i niespodzianek, z ktorych wczesniej ciezko bylo uchwycic jakikolwiek sens. W zrozumieniu historii bardzo pomoglo Anime Gate, umieszczajac w dodatkach ostatniej plyty opis kluczowych wydarzen. Pomocy udzielili takze tworcy. Jeden z odcinkow przeksztalcony w szalony, japonski teleturniej ma charakter czysto edukacyjny. Jednak odslonieto w nim tak wiele faktow, ze nawet po kilkukrotnym obejrzeniu nie daloby sie polaczyc wszystkiego w spojna calosc.

Majac nieco wiecej czasu z wielka ochota dalbym sie poniesc Ergo Proxy jeszcze raz. Bardzo odpowiada mi atmosfera, ktora film epatuje, a w dodatku fabula staje sie tym ciekawsza, im dluzej sie nad nia zastanawiamy. Narzekalem, ze zbyt duza ilosc odcinkow pociagnela za soba koniecznosc zaangazowania niezliczonych dluzyzn, a teraz chcialoby sie wiecej niz 23 epizody. Na otarcie lez pozostaja mi "przeterminowany" kalendarz oraz pocztowki dostarczone wraz z polskim wydaniem. Dobre i to, choc wolalbym pluszowa Pino.

PR

Ciag dalszy wpisu poswieconego noworocznej przygodzie z anime. Ze wzgledow estetycznych postanowilem podzielic go na dwie czesci. Wrazenia spisane zgodnie z kolejnoscia ogladania.

■■■ Ghost in the Shell 2: Niewinnosc / Innocence
イノセンス


Jedynke GITS do dzis uwazam za jedno z ciekawszych anime. Scisla czolowka cyberpunku. Nawiasem mowiac, film zawsze bardzo cenilem za klimat i otoczke A/V, mniej zas za sama historie. Innocence nie zmienil niczego w moim postrzeganiu serii. Jestem zachwycony doznaniami wizualnymi, jakie serwuje w hurtowych ilosciach. Tworcy zdecydowali sie na stylistyke 3D laczonego z 2D. Widzialem juz tego typu produkcje, m.in. fantastyczny Appleseed. Bardzo mi odpowiadaja, choc zawsze bede zdania, ze nic nie jest w stanie zastapic klasycznych, rysowanych anime. Co robi najwieksze wrazenie w drugim GITS? Przede wszystkim design miasta i okolic, nieporownywalny z niczym innym. Zatkalo mnie niejendokrotnie na widok slumsow - mrocznych, a zarazem bajecznie kolorowych. Numer dwa, to oczywiscie dluga scena festiwalu, jak sie zdaje, buddyjskiego. Nie wydarzylo sie podczas niej nic szczegolnego, ale takiej uczty dla zmyslow nie mialem od dawna. Scena, z powodu ktorej kupie film po raz drugi w wersji BluRay.


Tak jak w czesci pierwszej, sciezka dzwiekowa laczy w sobie dolujaca elektronike w roznej postaci z nostalgicznymi utworami spiewanymi chorem. Sekcja wokalna to muzyka dla duszy, a charakterystyczne chory stanowia wizytowke serii - przynajmniej w moim przeswiadczeniu. GITS, ktorego ostatnim razem ogladalem jakies piec lat temu, kojarzy mi sie glownie z tym wyjatkowym soundtrackiem. Za jakis czas dokladnie to samo bede mogl powiedziec o dwojce.


Innocence, pomimo swojej "atrakcyjnosci", nalezy do kina ciezkostrawnego. Po kilkunastu minutach czulem w kosciach, ze nie uda mi sie w pelni zrozumiec i docenic filmu po jednym seansie. Zaplanowalem wiec drugi, byc moze juz w HD. W miare sprawne podazanie za fabula ulatwila mi znajomosc realiow z czesci pierwszej. Bez tego siedzialbym jak na tureckim kazaniu. Pomimo to, z rownowagi wytracal pseudofilozoficzny charakter opowiesci. Bohaterowie zbyt czesto rzucali cytatami [prawdopodobnie zaczerpnietymi z Biblii i jej podobnych], ktore sila rzeczy staralem sie interpretowac. Podzielony na dwa obozy umysl zbaranial, w efekcie czego pogubilem sie zupelnie w drugiej polowie filmu. Innymi slowy mowiac, zbyt duzo w Innocence niepotrzebnego belkotu, ktorego nie rozumieja pewnie sami tworcy.

■■■ Cyber City Oedo 808 / OEDO 808 サイバーシティ


Oto film, ktory sprawil, ze zapomnialem o swiecie. Historia trzech skazancow z wyrokami kilkukrotnego dozywocia, ktorzy zgadzaja sie na uklad z policja w zamian za zlagodzenie kary. "Nawroceni" wspolpracuja ze soba, zajmujac sie najbardziej ekstremalnymi przestepstwami, glownie na tyle cybernetycznym. Fabula trzech OVA jest ze soba luzno powiazana, a odcinki zostaly skonstruowane tak, by kazdy z nich skupial sie na osobnym bohaterze.


OEDO 808 to emocjonujace kino akcji, w ktorym filozoficzne aspekty zostaly zepchniete na dalszy plan. Wystepuja gdzies miedzy wierszami, nie bombardujac nachalnie umyslu, jak to mialo miejsce w przypadku Ghost in the Shell 2. Po prostu film dla kazdego. Dla jednych bedzie czysta rozrywka, a inni byc moze odnajda przeslanie.


Zastanawiam sie, ktora scena w filmie zrobila na mnie najwieksze wrazenie. Ciezko wskazac, gdyz OEDO przez caly czas trzyma bardzo wysoki poziom. Ulubiona scena jest prawie kazda. Zadziwiajace, ze oscylujac wokol takich tematow jak cybernetyczne zwloki, czy wampiry w kosmosie, anime w zadnym wypadku nie kojarzy sie z kiczem. Jest smiertelnie powazne, brutalne i gustowne w przedstawianiu dziwacznych historii.


Wyjatkowo nie draznil mnie fakt, ze wsrod bohaterow znalazla sie osoba, ktorej plec ciezko stwierdzic. To chyba za sprawa tego, ze tworcy w minimalnym stopniu koncentrowali sie na ukazywaniu tozsamosci postaci. Nie natykamy sie wiec na glebokie przemyslenia, retrospekcje, czy wzniosle sentencje. O bohaterach opowiadaja sytuacje, w ktorych zostaja postawieni.


Po dosc dlugim seansie [okolo 140 minut] na liste przyszlych zakupow wskoczyla sciezka dzwiekowa z filmu. Elektronika, glownie ambient, wymieszana z ostrym, instrumentalnym rockiem. Przypomina mi o zlotych czasach niskobudzetowego kina akcji epoki VHS, w ktorym az roilo sie od ciekawych pomyslow, a oprawa dzwiekowa czesto tworzona byla przez jednego czlowieka z sentyzatorem wraz z jego kumplem trzymajacym perkusje w garazu. OST z OEDO trzeba miec. Esencja wszystkiego co najlepsze w tej charakterystycznej stylistyce. Jeden z utworow bardzo przypomina mi motyw, jaki lata pozniej pojawil sie w Metal Gear Solid.


Szkoda, ze moje DVD jest takie biedne i pomimo remasteringu oraz adaptacji do DTS / DD 5.1, jakoscia A/V przypomina raczej VCD, tudziez VHS-Rip. Takie anime zasluguje na porzadna edycje. Zycze sobie, by pojawilo sie kiedys na BluRay. Kupie na pewno.



■■■ Millennium Actress / Sennen Joyū 千年女優


Millenium Actress to obok OEDO 808 najlepsze anime z calej paczki. Nic dziwnego, skoro glowny tworca to nie kto inny jak Satoshi Kon, ktorego tworczosc wydawana jest nawet w tak odleglym zakatku swiata jak Polska. Sposob, w jaki S. Kon przedstawia historie od zawsze kojarzy mi sie Davidem Lynchem. Nalezy wiedziec, ze jest to rodzaj kina wymagajacy wysilku intelektualnego. Nic nie jest podane na tacy, ale calosc funkcjonuje na logicznych zasadach. Ile wyniesiemy z seansu, zalezy tylko od tego, na jak wysokie obroty wprowadzimy umysl. Za ciezka prace podczas ogladania czeka nagroda. Euforia polaczona z przeswiadczeniem, ze dane nam bylo zaliczyc cos absolutnie wyjatkowego.


Zarys fabularny Millenium Actress jest niezwykle prosty. Dwaj filmowcy spotykaja sie z Chiyoko - dawna gwiazda kina - by nakrecic biograficzny dokument. Otwarta aktorka rozkleja sie przed kamera, snujac opowiesc o swoim zyciu, w ktorym zyskujac coraz wieksza slawe, bezustannie gonila za niespelniona, tajemnicza miloscia.


Opowiesc przedstawiono w sposob zawoalowany. Kolejne jej etapy poznajemy poprzez role filmowe Chiyoko, tak wiec mozna mowic o kilkunastu filmach w jednym. Fabula ewoluuje płynnie i dynamiczne, nie ma zatem mowy o jakiejkolwiek dretwocie. Sztuka ogladania polega na tym, by umiejetnie oddzielac od siebie epizody. Wbrew temu co mogloby sie wydawac, taka gra intelektualna nawet w najmniejszym stopniu nie dekoncentruje - o ile tylko damy sie jej poniesc.


Millenium Actress szczerze pokochalem za ciekawy sposob przedstawienia z pozoru prostej historii. Anime utrzymane jest w onirycznej, hipnotyzujacej atmosferze. Oglada sie jednym tchem, ale od czasu do czasu nalezy byc przygotowanym na maly wstrzas. Przyznam sie, ze kilka razy przeszyly mnie dreszcze. Po czesci za sprawa szoku, po czesci z zachwytu nad ta pelna uroku opowiescia. Scenariusz w całości robi ogromne wrazenie, jednak do konca zycia nie zapomne czesci poswieconej rezyserowi oraz tego, jaka role odegral w zyciu Chiyoko.

Animacja i oprawa audio standardowo stoja na bardzo wysokim poziomie. Satoshi Kon caly czas trzyma chyba z ta sama ekipa dzwiekowcow, bowiem stylistyka kluczowych utworow jest we wszystkich jego filmach bardzo podobna. Millenium Actress kryje w sobie muzyczna niespodzianke, dla ktorej warto przebrnac przez cale napisy koncowe. Utwor zamykajacy jest po prostu rewelacyjny. Zdaje sie, ze moglbym go sluchac latami. Niech ktos da mi namiar na OST. Kupuje, stac mnie.

PS Druga czesc seansu wspominam zdecydowanie lepiej niz pierwsza. Nie bylo tym razem niewypalu, jakim okazal sie Space Firebird - anime, na mysl o ktorym dostaje mdlosci. Uzbroilem sie juz w kolejna porcje materialu. W kolejce czekaja: specjalna edycja Ghost In The Shell, GITS Stand Alone Complex oraz Ergo Proxy. EP juz zaczlem i jak na razie mam mieszane uczucia. Opis wrazen juz niedlugo.

Dawno nie mialem porzadnego seansu. Ostatnimi czasy ciezko zarobione pieniadze przepuszczalem glownie na gry, komiksy i audio. Na filmy zwyczajnie brakuje funduszy. Nie liczac pojedynczych zakupow, czesto srednio udanych [vide One Missed Call], nie doszlo mi w tym roku nic nadzwyczajnego. Postanowilem przelamac zla passe, trwajaca zdecydowanie zbyt dlugo. Nabylem kilka uczciwych anime. Kazdy tytul glosny, ale do tej pory nie mialem okazji obejrzec zadnego z nich. Mial to byc prezent noworoczny od siebie dla mnie. Nie mogac sie doczekac, z ogladaniem ruszylem dzien wczesniej.

■■■ Grobowiec Swielikow / 火垂るの墓, Hotaru no haka


Wiedzialem, ze to anime nie nalezy do lekkostrawnych, wiec poszlo na pierwszy ogien. Skorzystalem z chwili dobrego samopoczucia. Co powiem po skonczonym seansie? Nastroj wyraznie mi sie pogorszyl...


Niech nikt nie pomysli sobie, ze film jest zly. Wrecz przeciwnie. Kino wysokiej klasy. Sek w tym, ze historia bardzo przygnebia. W pewnym momencie musialem wstac z fotela i zrobic krotka przerwe, bo z emocji rozbolala mnie glowa.


Grobowiec Swietlikow opowiada o losach dwojga rodzenstwa, ktorzy po utracie rodzicow i dachu nad glowa, usiluja przetrwac ciezki okres wojny. Radza sobie nienajgorzej, dopoki starcza pieniedzy. Sytuacja ulega pogorszeniu, gdy przestaja byc one najwazniejsza waluta.


[Nie]dole chlopaka i jego mlodszej siostry przedstawiono z rozbrajajaca szczeroscia. Zakonczenie poznajemy na samym poczatku. Zdradze, ze nie nalezy do optymistycznych. Latwo o nim zapomniec, gdy ogladajac film bezustanie stykamy sie z dzieciecym entuzjazmem, silnie kontrastujacym z okrutnymi realiami wojny.


Chyba nie chcialbym nigdy wiecej ogladac Grobowca Swietlikow. Z podobna tematyka stykalem sie juz wiele razy, ale tym razem przekroczylem limit traumatycznych doznan. Bylo to wstrzasajace przezycie.


Od strony estetycznej mamy do czynienia z solidnym rzemioslem rysunkowym i muzycznym. Jak w wiekszosci anime, tla pozostaja statyczne, ale nie brakuje im detali, a kolorystyka momentami zachwyca. Jak na animacje z 1988 roku, jest lepiej niz dobrze. Slowo odnosnie wydania. Tanie i liche. Obraz sredniej jakosci, za to dzwiek zremasterowano. Mozemy wybierac pomiedzy DTS, a DD 5.1. Bardzo klarowna fonia. Jakichkolwiek dodatkow oczywiscie brak, dlatego pod zadnym z akapitow nie pojawil sie chocby trailer.

■■■ Space Firebird / 火の鳥2772 愛のコスモゾーン Hi no Tori 2772: Ai no Kosumozōn


Nie lubie znecac sie nad filmami. Jestem zdania, ze wiekszosc produkcji, nawet tych kiepskich, ma cos do zaoferowania. Kino niskich lotow moze nadrabiac na wiele sposobow. Gustownym soundtrackiem, scenografia, zdjeciami, elementem zaskoczenia albo po prostu ladna aktorka obsadzona w glownej roli. Wazne, by znalazlo sie cokolwiek dajacego radosc z ogladania. Slabe anime moze pokazac cycki lub cos bardziej obscenicznego, a na pewno [a] nie odejde od ekranu, [b] czekajac na wiecej.


Obejrzany przed kilkudziesiecioma minutami Space Firebird podobno do filmow kiepskich nie nalezy. W niektorych kregach osiagnal wrecz status klasyki. Wabiki z okladki mojego wydania: "Przepiekne, poruszajace arcydzielo Sci-Fi", "Kultowa space opera mistrza mangi", "Wspanialy, porazajacy wizualnie!". Wierutne klamstwa. Jedyne co sie zgadza to Sci-Fi i space opera mistrza mangi. Reszte wlozyc miedzy bajki.


Lista tworcow nie jest jednoosobowa, ale juz po kilku minutach wiadomo, ze za to jak film wyglada odpowiada glownie Osamu Tezuka. Legenda, ikona, bog mangi. Charakterystyczna dla niego stylistyka rysunku, liczne nawiazania do tworczosci Disneya, a przede wszystkim fakt, iz calosc bazuje na autorskiej opowiesci "Hi no Tori". Nie czytalem mangi, ale powiem jedno. Na pewno nie jest gorsza od filmu, bo gorzej sie nie da.


Gado, gwiezdny lowca i pilot w jednej osobie ma za zadanie schwytac legendarnego Feniksa, ktorego krwi dajacej niesmiertelnosc pragna ziemscy przywodcy. W wyniku bzdurnego romansu sprawy komplikuja sie. Gado laduje w karnym obozie pracy. Spotyka tam praworzadnego naukowca, ktory pomaga mu w ucieczce w zamian za pomoc w odnalezieniu ptaka [czy raczej Ptaka]. Nastepuje nieunikniona wyprawa w kosmos, do ktorej dolaczaja blondowlosa opiekunka - android oraz trzech dziwolagow, ktorych wygladu i zachowania do tej pory nie jestem w stanie zaakceptowac. Bohaterowie ostatecznie odnajduja Feniksa, ktory udowadnia, ze ludzkie pragnienie niesmiertelnosci wcale nie uchroni gatunku przed zaglada. Fabula ze starym jak swiat, apokaliptyczno-proekologicznym przeslaniem.


W filmie pojawia sie bicie po mordach, a nawet krew. Pomimo infantylnej otoczki, nie zrezygnowano z ukazania realistycznej przemocy. Momentami trup sciele sie gesto. Wszystko to przy akompaniamencie licznych wybuchow i wyglaszanych z przesadna gwaltownoscia, egzaltowanych kwestii. Jak na stare [1980 r.] anime przystalo, mimika twarzy postaci najczesciej pozostaje nieruchoma. Nie baczac na ten detal, lektorzy dra sie wnieboglosy, co daje przekomiczny efekt, w dzisiejszych czasach spotykany ekstremalnie rzadko.


Cala ta porazka koncepcyjna bylaby zjadliwa, gdyby film posiadal chociaz pompatyczna, pelna dlugich pad'ow elektronczna sciezke dzwiekowa. Wowczas nie meczylbym sie tak podczas seansu. Muzyka Space Firebird to utwory orkiestrowe, zywcem wyjete ze starych animacji Disney'a. Trabki, puzony, bebny... Ogladalem anime s-f, majac przed oczami Myszke Miki, wyprowadzajaca na spacer psa Pluto. To byl koszmar...


Caly film tonie w tej anachronicznej disneyowskiej stylistyce. Sa nawet partie musicalowe, spiewy, tance, dzikie podskoski. Jeden z kosmitow wyglada jak dudy z pyskiem w ksztalcie trabki. Inny ma ADHD - nic dziwnego, skoro mieszka szesciennej kostce do gry. Moim ulubiencem zostal futrzak numer trzy, cierpiacy na manie sprzatania. Oto cyrk, ktorego obecnosc w Space Firebird pozostaje dla mnie nieuzasadniona.


Niestety, pomimo szczerych checi, nie jestem w stanie powiedziec o filmie niczego dobrego. Stracone dwie godziny, ktore postanowilem przemeczyc dla samej zasady. Poza tym, liczylem, ze w koncu zostane czyms zaskoczony, co zarazem ulagodziloby grymas bolu, malujacy sie na mojej twarzy. Nic z tego. W dodatku jakosc A/V wydania pozostawia wiele do zyczenia. Remastering albo w ogole sie nie odbyl, albo zostal potraktowany po macoszemu. Natomiast obraz wyglada tak, jakby zostal zywcem przeniesiony z zaplesnialej kasety VHS. Ale majac na uwadze, jak wielkim bezsensem okazal sie film, jestem w stanie wybaczyc te drobnostki. Hi hi.


P.S. Po glebszym zastanowieniu znalazlem w Space Firebird cos dla siebie. Tworcy wpakowali w swoje "arcydzielo" mnostwo nawiazan. O wielu z nich poczytac mozna na stronie Wikipedii. Natrafilem na jedno, na temat ktorego Wiki milczy. Otoz, w pewnym momencie protagonistycznemu naukowcowi grozi karne zeslanie na Islandie. Wczesniej pada wzmianka o klonowaniu i warunkowaniu cech plodow, ktore w przyszlosci maja zajac wazne miejsce w spoleczenstwie. Przypomniala mi sie antyutopijna powiesc Aldousa Huxley'a, gdzie altruistycznego naukowca, uznanego za zagrozenie dla tozsamosci spolecznej ogolu, deportowano na... Islandie. Pytanie: silna inspiracja czy zwykly przypadek?

≪BACKHOME



design&photo by [Aloeswood Shrine / 紅蓮 椿] ■ powerd by [忍者BLOG]
忍者ブログ [PR]
Kalendarz
06 2020/07 08
S M T W T F S
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

Linki

Nekrolog

Komentarze
[06/27 Mloda]
[03/14 BZY]
[03/14 w_m]
[11/24 BZY]
[11/24 Morden]
Trackback
(10/02)
Profile
性別:
非公開
QR
Słaba wyszukiwarka
Rzucono shurikenów
Analiza